Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/492

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Dnia jednego, król z królową,
Gdzieś w gościnę, na czas pewny,
Pojechali bez królewny.
Smutno było to królewnie.
Napłakawszy się więc rzewnie,
Co tu począć? myśli sobie.
Nudno! — „Aha! wiém co zrobię.
„Co mam w domu sama siedzieć?
„Pójdę — rzekła — pałac zwiedzić!“ —
Jakoż poszła. — Ochmistrzyni,
Kilka Frejlin idzie przy niéj.
Idą naprzód do tronowéj,
Od tronowéj do balowéj,
Z tamtéj znów do innéj sali;
I tak coraz daléj, daléj.
Przyszły wreście do narożnéj,
Do okrągłéj wieży próżnéj,
Gdzie jak zamek zamkiem, pewno
Nie był nigdy król z królewną.
W środku tam nic szczególnego.
Mur z kamienia ciosowego,
Kręte wschody, tuż przy murze,
Wiodą w górę; a na górze,
Widać drzwiczki do ganeczka. —
Królewiątko, jak sarneczka,
Skik, skik, w górę — wbiegła sama.
Ochmistrzyni, wielka dama,
Leźć po wschodach nie tak rada.
Frejlinom téż nie wypada