Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/485

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Więc spójrzy, aż oto Młodzieniec nieznany
Przybiega doń w pyle i znoju.
— „Dziewica, od któréj dziś jestem wybrany,
Przysyła mię po twe dwa wierne brytany,
Lub oddaj, lub stawaj do boju!“ —

Pan wsparł się na mieczu, i słuchał spokojnie
Co mówił Młodzieniec nieznany.
— „Daremnie, młodzieńcze! chcesz walczyć wnet zbrojnie,
Gdy możem rzecz całą załatwić spokokojnie,
Chciéj tylko! bez bitwy, bez rany.

„Na lepsze krew winni oszczędzać rycerze.
My spór nasz na wolę psów zdamy.
Lecz słowem rycerskiem zaręczmy się szczerze,
Że który którego za pana obierze
Bez sprzeczki go temu oddamy.“ —

Rad przypadł na układ Młodzieniec nieznany,
I skrycie się cieszył z umowy;
Albowiem w swéj myśli był pewnym wygranéj,
Nie wątpił, że zwabić potrafi brytany,
I wabił je ręką i słowy,

I woła, i cmoka, i bije w kolana,
Słodkiemi łakotki przynęca;
Lecz wierne brytany przyskoczą do Pana,
I skaczą wokoło, i liżą kolana,
A zębem swym straszą Młodzieńca.