Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/456

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Bo przeminął czas klęsk i swawoli,
Pychy możnych, a ludu niewoli,
Pan i sędzia jest znowu na ziemi.
Nie śmie szaleć bezkarnie gwałt zbrojny,
Nie drży słaby, zaufał spokojny,
Że jest moc i opieka nad niemi.

Cesarz puhar do góry wzniósł złoty,
I powłócząc wkrąg okiem radości:
„Nic tu nie brak do naszéj ochoty,
„Wpośród takich i uczty, i gości.
„Lecz nie widzę śpiewaka-Minstrela.
„Pieśń natchniona jest duszą wesela,
„I duch wyższy na serce z niéj wionie.
„Cześć mą dla niéj wyssałem już z mlekiem,
„A com czuł będąc prostym człowiekiem,
„Czuć i uczcić potrafię na tronie.“ —

Ledwie skończył — z za tłumu rycerzy
Wyszedł mąż — z białym włosem na skroni,
W długiéj, nakształt zakonnéj odzieży,
Złotą arfę trzymając we dłoni.
„W stronach arfy jest cały świat ducha,
„W miarę tego, kto śpiewa, lub słucha,
„Jak pieśń wieszczą pojmuje, lub stwarza.
„Wiém, co duszę podnosi i krzepi,
„Lecz ty, Panie, sam powiédz najlepiéj,
„Co jest godne słuchacza-cesarza.“ —

Na to Cesarz z łagodném wejrzeniem:
„O! na taką się pychę nie ważę.