Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Wystąpił Duglas, i obu przełamał.
Hugo z Larbertu na wielki ochramał;
Nie lepsze przyszło na Jana z Aloi,
Bez tchu do domu odnieśli go swoi.
„Jemu z rąk króla — okrzyk się rozszerza,
„Wziąć złoty pierścień, nagrodę szermierza.“ —
Król dając spójrzał; — lecz źrenica chłodna,
Jak w lód błękitny ścięta kropla wodna,
Serce Duglasa zmroziła aż do dna.
Duglas chciał mówić — lecz myśli chaosu
Nie mógł rozkwikłać, ni znaleźć dość głosu.
Wzburzony powstał i szedł, gdzie młodzieńce,
Zebrani kołem, zakasawszy ręce,
Ciężkiemi kręgi ciskają ku górze.
Gdy już z nich każdy pokazał co może:
Zbliżył się Duglas, i dłońmi silnemi,
Kamień od wieków wpół wrosły do ziemi,
Wyrwał, rozwahał, i cisnął pod nieba:
Kamień o staje padł daléj niż trzeba.
Dotąd w Sztirlingu, w królewskich ogrodach,
Starcy pomniący o dawnych przygodach,
Wskazują przestrzeń, zwaną: rzut Duglasów,
Skarżąc na słabość teraźniejszych czasów.

XXIV.

Po całéj łące oklaski zabrzmiały,
Trzykrotném echem odbiły je skały.
Król po raz trzeci, z twarzą niewzruszoną,
Podał zwycięzcy kiesę napełnioną.