Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— „Niechaj rozwija! szkoda, gdyby miały
„W pokrowcach swoich popróchnieć w kawały!
„Niechaj rozwija! toć i pod nami
„Sosna Alpina zaszumi z wiatrami! —
„Lecz jeśliś przybył jak wędrowiec cichy,
„Po co przechwałki płochości czy pychy,
„Których, wiész dobrze, że się nie ustraszym:
„Żeś wrogiem wodza naszego, i naszym?“ —
— „Do wczoraj rana, wierz mi, wojowniku!
„Tom tylko wiedział o waszym Rodryku,
„Że jest wygnaniec, nieposłuszny panu,
„Wódz buntowniczy zbójeckiego klanu,
„I że śród kłótni, co nie wiém zkąd wszczęta,
„Zabił rycerza na dworze Rejenta.
„Lecz trzebaż więcéj, aby na mordercę
„Oburzyć Szkota i Rycerza serce?“ —

IV.

Ponuro góral wzrok ku ziemi trzymał,
Przygryzał wargę — znać gniewem się zżymał,
I rzekł nakoniec z tajoną obrazą:
„Wiészże, dla czego on dobył żelazo?
„Wiész, jakie słowa i jaka zelżywość
„Wzbudziły w wodzu gniew i zapalczywość?
„Miałże znieść hańbę, i myśléć w téj porze,
„Czy jest w swych górach, czy na króla dworze?
„Nie! mścił się krzywdy, gdzie krzywdy doświadczył;
„Na dworze Niebios byłby nie przebaczył! —
— „Mord zawsze mordem: — prawda, że w téj chwili
„Małoście władzę królewską ważyli: