Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„Zgadłeś to, wracasz w nieszczęsną godzinę. —
„Czémże, ach! czémże naprawię mą winę? —
„Jeden jest sposób! — niech przejrzy mą duszę! —
„Milcz dumne serce! — wszystko wyznać muszę.
„Grzech swéj próżności zgładź wstydem pokuty! —
„Lecz wprzód — mój ojciec jest ze czci wyzuty,
„Wygnany z kraju, wyjęty z pod prawa;
„Posag mój byłby: nędza i niesława. —
„Co? nie dbasz o to? — więc prawdę odkryję.
„Jest jeden młodzian — jeśli jeszcze żyje —
„Narażon dla nas, za nieposłuszeństwo,
„Na gniew królewski i niebezpieczeństwo… —
„Wiész wszystko; zdrady chcieć nie możesz po mnie.
„Oddal się, przebacz, i zapomnij o mnie!“ —

XVIII.

Fitz-Jakób dobrze znał serc tajemnice,
Zręczne udania i sztuki kobiéce;
Ale tu poczuł i poznał różnicę.
Oko jéj jasne i patrzące śmiało,
Spokojnie prawdę jéj słów potwierdzało;
Ufna niewinność jaśniała z oblicza,
Chociaż je skromność krasiła dziewicza;
A gdy mówiła o swojéj miłości,
W głosie brzmiał wyraz tak jawnéj żałości,
Takiéj boleści, jak gdyby w téj dobie
Przedmiot jéj uczuć spoczywał już w grobie. —
Uznał Fitz-Jakób nadziei swych mylność,
Ale z nadziéją nie zgasła przychylność.