Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Nie zlękła się przecie, i żegna po trzecie,
Odważna niewiasta! — O! dziwy!
Gnom zniknął, lecz stoi młodzieniec we zbroi,
To brat jéj! brat zdrowy i żywy! —

Pięknie, wesoło w cnym, lesie zielonym,
Gdy ptaszęta zabrzmiały nad rankiem;
Lecz w zamku Aliki weselsze okrzyki,
Gdy wróciła z bratem, z kochankiem.

XVI.

Ledwo pieśń Barda i arfa ustały,
Gość jakiś ku nim szedł pnąc się na skały.
Rycerska postać, na czole wyryta
Myśl, strój myśliwski, i z czaplich piór kita,
I oko bystre jak iskra piorunu,
Budzą wspomnienie: — Fitz-Jakób z Snowdunu!
Jak na zjawienie strasznego widziadła,
Helena nagie struchlała i zbladła.
„O! cudzoziemcze! jakiż los złowrogi
„Przygnał cię tutaj w dniach wojny i trwogi?“ —
— „Nie jest złowrogim las, co mi użycza
Raz jeszcze blasku twojego oblicza.
„Góral ów, pełniąc obietnicę daną,
„Dawny przewodnik, spotkał mię dziś rano,
„I wskazał, dzięki mym prośbom i złotu,
„Szczęśliwą drogę mego tu powrótu.“
— „Szczęśliwą! — Nic-że nie mówił o wrogach,
„O bliskiéj wojnie, o strzeżonych drogach?-“ —