Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„O! najmędrszy w naradach,
O! najskorszy do czynów,
O! najśmielszy w napadach,
Któż ci zrówna z Alpinów?

„Jako rosa o wschodzie,
Jak dżdżu kropla śród rzeki,
Jako bańka na wodzie.
Znikł nasz Dunkan — na wieki! —

XVII.

Patrzcie Stumacha! jak ścicha skowycze,
Patrząc na pana wybladłe oblicze.
Biedny psie! próżno z tych ust zawołania,
Próżno z téj ręki czekasz pogłaskania! —
Jakiż znać odgłos słuch jego uderzył?
Warknął, nastawił uszy, grzbiet najeżył…
Słychać krok ludzki: — nie krok to żałoby,
W dom umarłego idącéj osoby;
Nie krok wesela, co pląsa wśród drogi:
Lecz prędki, krótki — pośpiechu czy trwogi.
Czekają wszyscy: — wtém drzwi się otwarły,
Pędem do izby, gdzie leżał umarły,
Wpadł Maliz — spójrzał na mary i ściany,
Wzniósł po nad zmarłym krzyż krwią obryzgany:
„Dunkragan z ojca przechodzi na syna,
„Synu Dunkana! śpiesz z krzyżem Alpina!
„Miejsce zebrania na łące Lanriku,
„Czas, co najrychléj; — pośpieszaj lenniku!“ —