Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Lecz ile razy gość zręcznemi słowy
Zwracał ku temu tok zwykłéj rozmowy:
Wnet pani domu, twarzą obojętną
Zdała się karcić ciekawość natrętną,
Lub ją Helena, z przekornym uśmiechem,
W żart obracając, przerwała z pośpiechem:
„Jesteśmy wróżki! w tych górach i borach
„Żyjem nie wiedząc o miastach i dworach.
„Latamy z wiatrem, po wodzie żeglujem,
„Błędnych rycerzy spojrzeniem czarujem,
„Lub im przy dźwięku arf ręką nietkniętych,
„Nócim, by uśpić, rym pieśni zaklętych“! —
Rzekła, wtém arfa w niewidoméj ręce,
Zabrzmiała, wtórząc góralskiéj piosence[1].

XXXI.
Pieśń.

„Śpij, żołnierzu! śpij po znojach!
Pod urokiem snów łagodnych,
Przestań marzyć o krwi, bojach,
Dniach gorących, nocach chłodnych!
Tu rój Sylfów nam znajomych
Rozpromieni myśl twą senną;
Tu dźwięk arf ich niewidomych
Uśpi w sercu troskę dzienną.
Śpij, żołnierzu! śpij po znojach,
Przestań marzyć o krwi, bojach;
Śpij, zapomnij w snach pogodnych,
Dni nużących, nocy chłodnych!
 

  1. Górale lubią powszechnie muzykę; a mianowicie arfy i kobzy.