Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/612

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rajmund.

A też pioruny? a twa niema trwoga?…

Joanna.

Niebo mówiło, jam milczeć musiała.

Rajmund.

I mogłaś ścierpieć, że Francja cała
Będzie podzielać błąd i omamienie?

Joanna.

O! nie! to nie był błąd, lecz dopuszczenie!

Rajmund.

Wiec tyś niewinna! i taką sromotę
Zniosłaś cierpliwie!… — O! teraz pojmuję,
Teraz się korzę i wielbię twą cnotę —
Kto to mógł zrobić, w tym już Bóg współczuje!

Joanna.

Toż więc rozumiesz, iżby mię posłano,
Gdybym nie ślepo czciła Jego wolę?
Ani śmiej sądzić, że gdy mię wygnano,
Gdy mię skazano na wstyd i niedolę,
Bóg mię opuścił! — Nie! On mi przebaczył,
I tylko nowy cud swéj łaski czyni.
Potrzebę serca mojego obaczył
Wejść saméj w siebie kazał na pustyni! —
Gdy mię światowe otaczały blaski,
Wtenczas to, wtenczas w sercu wrzały burze!
Teraz w ciemnościach świta promień Łaski. —
Zamęt żywiołów w widoméj naturze,