Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/495

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Joanna.

Druga twa była modlitwa: — jeżeli
Tak już chce Niebios wola nieodzowna,
Abyś utracił tron, i co dzierżeli
Przodkowie twoi: — prosiłeś ziszczenia
Trzech tylko życzeń, trzech dóbr na tym świecie.
Za piérwsze kładłeś spokojność sumienia;
Za drugie, szczerość przyjaciół; za trzecie,
Miłość Agnieszki.

(Król zakrywa twarz łkając gwałtownie. Największe poruszenie między obecnymi).
Joanna (po pauzie).

Mamże mówić daléj?

Król.

Dość, dość! już wierzę. — Tyś z Boga natchniona!

Arcybiskup.

Lecz kto? zkad jesteś? — mów, niedocieczona!
Kto są szczęśliwi, co ci życie dali?

Joanna (do Arcybiskupa).

Wielebny ojcze! zowią mię Joanną.
Ojciec mój, z włości królewskiéj Dom-Remi,
Ubogi wieśniak, pracą nieustanną
Uprawia z Bogiem własny kawał ziemi.
Tam ja z dzieciństwa pasąc jego trzody,
Słyszałam nieraz, jak opowiadali