Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/450

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I wzrok swój we mnie wlepiwszy, powiada:
„Wiém, szukasz hełmu; — masz! za tanio przedam.“ —
— „A mnież to na co? — rzekłem — co mi nada?
„Jam, Bogu dzięki, nie żołnierz; — nic nie dam.“ —
A ona znowu: „Bracie! czas wojenny;
„Hełm dziś pewniejszą ochroną dla głowy,
„Niż dach miedziany, albo mur kamienny!“ —
I krok w krok za mną, z podobnemi słowy,
Idzie przez miasto, i hełm swój podaje
Zniecierpliwiła mię w końcu: — więc staję,
Biorę go w ręce: myśląc, że jak zganię,
Da mi już pokój; — lecz patrzę, robota
Cudna, i kruszec, i droga pozłota —
Rycerz go mógłby użyć za ubranie.
Gdy go więc ważę i próbuję dźwięku,
Coś mi się nagle migło przed oczyma —
Spójrzę — cyganki przede mną już nié ma;
Szukam — napróżno! — hełm został w mych ręku.

Joanna (przystępując szybko).

Daj mi go!

Bertrand.

Na co? — Blask wojennéj stali
Dziko odbija na dziewiczém czole.

Joanna (wyrywając hełm).

Daj mi go! mówię. — dla mnie go przysłali!

Teobald.

Co téj dziewczynie?