Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/369

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Co straszném widmem, dobro zapowiada.
„A ty!…“ — Lecz cóż to? — nikt nie odpowiada? —
Spójrzała wkoło — Nie ma go! — O! biedna!
On ją opuścił! — ach! czyż sama jedna
Musi iść daléj w drogę swego losu?… —

W téj chwili właśnie niosący ją, znowu
Zchodzą w głąb ciemną mglistego parowu,
Gdzie tak niedawno dźwiękiem jego głosu,
Mimo ech strasznych, co dokoła brzmiały,
Wszystkie jéj myśli, wszystkie czucia grały:
Jak na dźwięk arfy Izrafila w raju[1],
Brzmią wszystkie liścia Edeńskiego gaju. —
Lecz teraz, teraz!… — cóż jéj łzy pomogą?
Przed nią noc, zgroza — a przy niéj — nikogo!
O! mój Hafedzie! usłysz prośby moje!
„Jeśli żyć nie chcesz, jeśli umrzeć wolisz,
„Czyż mi i tego nawet nie pozwolisz,
„Abyśmy razem umarli oboje?
„Ach! pozwól, pozwól! niech z ostatniém tchnieniem
„Raz jeszcze jeden błogosławię tobie;
„Niech cię ostatniém pożegnam spójrzeniem,
„Niech nas w tym samym pochowają grobie! —
„Ty może myślisz, że się śmierci boję? —
„Ach! ja — by tylko słyszeć twe wyrazy,
„By choć raz jeszcze spójrzeć w oczy twoje —
„Gotowam umrzeć sto tysięcy razy! —

  1. Aniół Izrafil, ze wszystkich stworzeń Boskich mający najwdzięczniejszy i najharmoniniejszy głos.