Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/358

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Terazto spójrzeć kochanków spójrzeniem!
Pod niemi morze gra cichém westchnieniem,
Nad niemi niebo goreje płomieniem! —
Ach! a ich dusza, w zachwyceniu cała,
Gra jak to morze, jak to niebo pała!…

Szczeliwa chwilo! — ubiegła zbyt chyża. —
Zadrżała Hilda — noc coraz się zbliża:
Coraz to węższa łuna na zachodzie,
Coraz to szerszy krąg cieniu na wodzie,
Coraz obłoki, lśniące barwą jasną,
Jedne po drugich sinieją i gasną. —
Bystro po niebie spojrzała wokoło,
I nagle dłońmi zakrywając czoło:
„To noc już! przebóg! — mój drogi! mój luby!
„Uchodź ztąd, uchodź! — pół chwili nie zwlekaj! —
On przyjdzie w nocy — On pragnie twéj zguby —
„On nie przebaczy! — Zguby swéj nie czekaj!
„Uchodź! — O! Nieba! słyszysz? — to szczęk broni,
„To echo kroków! — oni to już, oni! —
„Uchodź, mój luby! uchodź, póki pora! —
„Mówił, że w nocy… — choć noc nie nastała —
„Lecz ja znam Jego! — wiém, jak zemstą pała —
„Nie będzie nawet czekał do wieczora!…“ —
I przerażona, bezprzytomna, zbladła,
Łkając na piersi młodzieńca upadła.

— Biedna dziewico! — o! któż mi przebaczy
„Te łzy, tę boleść, ten szał Jéj rozpaczy? —
„Jam to odepchnął Jéj Anioła-stróża,
„Jam Ją zaplątał w mojém przeznaczeniu! —