Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Azaziel.

Cóż to? nie pomnisz? nie wiész, że w podziele
Na nas przypadło, mieć w straży twe plemię
I świat?

Jafet.

Nie dzisiaj! — gdy występną ziemię,
Nie tylko dobre duchy, co ją strzegły,
Ale złe nawet z przestrachem odbiegły,
Wiedząc o strasznych i blizkich jéj zmianach.
Wy tylko jedni… — Anah moja! Anah!
Tak próżno, chociaż tak długo i stale
Kochana przez mię! po coś ty tu z niemi,
Gdy żaden dobry duch nie jest na ziemi? —

Anah.

Jafecie! nie śmiem mówić — ale, ale…
Przebacz mi!

Jafet.

Obyć przebaczono w Niebie,
Gdy już przebaczać nie będą nikomu! —
Bo w błąd cię wiodą.

Aholibamah.

Dość! precz ztąd do domu,
Dumny proroku! nie chcemy znać ciebie.

Jafet.

Przyjdzie czas może, że mię poznasz lepiéj,
A siostra twoja pozna, jakim byłem
Dla niéj, i dla was: — gdy głusi i ślepi
Posłyszą — ujrzą — pojmą, co mówiłem.