Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Anah.

Aholibamah, siostro moja droga!
Nie wiém dla czego głos się nie ośmiela
Wyjść z piersi moich; — niepojęta trwoga
Ziębi mię dreszczem. — Wiész, Azaziela
Jak kocham — siostro! kocham więcéj może
Niż kochać wolno; — więcéj niż — o! Boże!
Cóżem rzec chciała? — jaka myśl bezbożna!…

Aholibamah.

W czém jest bezbożność? — Miałażby być zdrożna
Miłość Aniołów? —

Anah.

Lecz jest głos, co woła
W głębi méj duszy: że mniéj kocham Boga,
Odkąd ujrzałam blask jego Anioła! —
Nie! to nie dobrze! — nie! Aholibamah!
To nie jest dobrze! — i choć często sama
Nie wiém w czém grzeszę — ten strach źle mi wróży.

Aholibamah.

A więc dla czego masz się dręczyć dłużéj
Związkiem z duchami? — raz jedno wybieraj!
Jafet cię kocha — kochał od lat wiela —
Idź zań! prządź, pracuj, ródź proch, i umieraj!

Anah.

Nie! — jednak czuję, że Azaziela,
Choćby był równie śmiertelnym — ja przecie