Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A Hetman na to: „Strzeż Boże nauki,
„Jaką za młodu doszedłem téj sztuki!“ —
— „Czemu?“ — Król spytał — twój przykład, Hetmanie,
Broni twych mistrzów przeciw twéj naganie.“ —
— „Długoby o tém mówić“ — rzekł Mazeppa —
A nie czas teraz; — noc mglista i ślepa
Pozwala spocząć, by jutrzejszą porą
Spieszyć tém prędzéj. — Wrogi nie za górą —
Na niebie widać ich ogniów odbłyski.
Rano wstać trzeba; — a świat to nie blizki
Do brzegów Dniestru, nim rumaki nasze
Puścim swobodnie na turecką paszę! —
A więc, śpij Królu! — ja zastąpię straże.“ —
— „Owszem“ — rzekł Karol — „proszę cię i każę,
Powiédz nam twoję tę powieść: a może,
Słuchając prędzéj oczy do snu złożę —
Bo senność dotąd mych powiek nie klei.“ —
— „A! gdy rzecz o to: — w téj miłéj nadziei —
Rzekł stary Hetman — „chętnie w méj pamięci
Odnowię przeciąg lat siedemdziesięci. —
„Mogłem mieć wtedy rok dwudziesty prawie.
Na dworze króla — Jana Kazimierza —
Siedem lat paziem przebyłem w Warszawie.
Był to Pan dobry: nie tak na rycerza,
Jako na mędrca; — jak niebo do ziemi
Z Waszą Królewską Mością! — Uczty, bale,
Książka, rozmowa z ludźmi uczonemi,
To jego rozkosz! — O wojennéj chwale
Ani pomyślał: tém mniéj o zaborach
Ziem i państw cudzych. — Prawda, że z swém jedném