Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„Zawołać do mnie dozorcę haremu!“ —
Już w głębi sali, sam na sam zostali,
Basza z swym synem; i w progu zdaleka
Wezwany murzyn na rozkazy czeka.
„Słuchaj, Harunie! skoro tłum ten cały
„Wyjdzie z pałacu za bramę — i wały —
„Bo biada głowie, któréjby źrenice
„Śmiały wzrok podnieść na Zulejki lice! —
„Córkę tu moję przywiedziesz z haremu.
„Dziś chcę na przyszłość ustalić jéj dolę. —
„Mów, niech pośpiesza: lecz nie mówiąc: czemu? —
„Sam chcę jéj piérwszy objawić mą wolę. —
— „Baszo! mém prawem są rozkazy twoje!“ —
Niewolnik innéj odpowiedzi nié ma. —
I już wychodził za sali podwoje.
Kiedy go ramię wstrzymało Selima.
Selim z potrójnym, głębokim pokłonem,
Wrócił ku Baszy, i z okiem spuszczoném,
Nieśmiałym głosem rzekł, stojąc przed tronem:
Bo mzułmana nie ośmielić niczém,
Aby śmiał usieść przed ojca obliczem.
„Bojąc się, ojcze! abyś się nie gniewał,
„Czy na Haruna, czy na siostrę moję,
„Jeśli tak rychło, jakbyś się spodziewał,
„Nie zdąży przybyć na rozkazy twoje:
„Wyznam mą winę — jeśli w tém jest wina,
„Że we mnie jednym téj zwłoki przyczyna.
„Słońce dziś rano wschodziło tak jasno,
„Że — chyba starcy ujrzawszy to, zasną —
„Jam zasnąć nie mógł; — lecz w tak pięknéj porze,
„Patrzéć samemu na niebo, na morze,