Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się, jak zagadam do tego współrodaka, którego trafem spotkałem w innej części świata o tysiące mil od Ojczyzny.
Gdym tak przystanął zadumany, nagle z chatynki buchnęła pieśń:

„Ze skowronkami wstaliśmy do pracy
I spać pójdziemy o wieczornej zorzy
Ale w grobowcach my jeszcze tułacze,
I hufiec boży.

Bo kto zaufał Chrystusowi Panu
I szedł na święte kroju zawołanie,
Ten de profundis, z ciemnego kurhanu
Na trąbę wstanie”.

Nie miałem już wątpliwości żadnej... właściciel, czy tylko mieszkaniec owej drewnianej chatynki był Polakiem — był politycznym przestępcą tak, jak ja, i był równiej jak ja zesłańcem.
Nie było już co namyślać się dłużej, nie było potrzeby układać powitalnych dyalogów, przyśpieszyłem kroku...
Wszedłem...
Ciekawe moje spojrzenia migiem obleciały izbę.
Był w niej sprzęt jaknajprostszy drewniany, topornej roboty, zaledwie obciosany zgrubsza: łóżko, dwa stołki, dwa stoły, poleczka z trochą