Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


łodzi, generał kazał wyskoczyć Onoprience.Gryszka i Newalid i wszystkie matrosy słyszały, jak się, prewoschoditielstwa naradzali: nie będzie mu nic, wykąpie się, bo pewno brudny jest, dopłynie do brzegu, dostanie gorzałki i połowinu rubla”, „Wierno” tak jenerałowie gadały... Ale biedniaczek Andronik nie dopłynął i gorzałki nie zdążył wypić i połowiny rubla nie dostał. Nu’s i życie postradał...
Doznałem wrażenia, jakgdyby mroźny wiatr powiał od północy i zlodowacił mi krew podczas tej opowieści katorżnika Skuratowa.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Droga do fortecy, gdzie mieściły się kazamaty dla więźniów, prowadziła tu: obok letniego obozowiska pułku, do którego należał nieboszczyk Andronik Onoprienko.
Śród płóciennych pałatek kręcili się żołnierzyska, a kończąc swoje codzienne zajęcia, śpiewali chórem:

„Nam prikażut — my idiom,
Nam prikażut — my staim,
Nam prikażut — my leżym
I, do prikaza, w grobie spim!


My, Polacy: profesor Żochowski, Mirecki, Józik Bogusławski i ja, szłiśmy skupioną gromadką.
Zaledwie przycichł ten śpiew, smutkiem i bez-