Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nadaremnie szukam jej.
Szukani jej.

Nie znalazłem nigdzie swata,
Nigdzie nie znalazłem jej,

Bo swat zginął z ręki kata,
Czort z piekła, nie puścił jej”.

Ta pieśń była podówczas bardzo rozpowszechnioną i ulubioną na Syberyi.
Spiewywali ją wszyscy: chłopi, więźniowie i katorżnicy przy robotach; śpiewywali ją ludzie nietylko zamożni, lecz nawet potroszę wykształceni przy zabawach swoich i ucztach.
Treść wskazywała, że ta pieśń urodziła się chyba — w murach więziennych, albo w katorżniczych kazamatach.
Mimo to zawsze i wszędzie słuchano jej z przyjemnością, a przyjmowano ją aplauzem ogólnym.
Prełest’! prełest’! Otóż to muzyka, otóż to śpiew! poprostu aż mgli... Czudesa!. Lew Leontiewicz! wy by mogli w Petersburgu, albo w Moskwie na teatrze „piać”. Hurra! hurra! Lew Leontjewicz artist, wrzeszczało i klaskało całe towarzystwo.
A Lew Leontiewicz podniósł się z krzesła i na estradzie stał uśmiechnięty, promieniejący, okrzyki zachwytu i oklaski przyjmując jako dań jego talentowi przynależną...