Strona:Stefan Napierski - Poeta i świat.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdyż to jest winą, jeśli co jest winą:
wolności tego, co się ukochało,
o całą wolność własną nie pomnożyć,
na którą zdobyć się można. My przecie,
kiedy miłujem, mamy jedno tylko:
wzajem opuścić siebie; że się dzierżym,
to jest nam łatwo: uczyć się nie trzeba.

Czyż tutaj jesteś jeszcze? W jakim kącie? —
Tyś o tem wszystkiem tak wiele wiedziała
i tyleś mogła, skoroś tak odeszła,
jak dzień wschodzący, otwarta wszystkiemu.
Kobiety cierpią: kochać — to być samym,
artyści zaś niekiedy pośród pracy
to przeczuwają, że przetwarzać muszą,
kiedy kochają. A tyś rozpoczęła
jedno i drugie; to bowiem i tamto
w tem się zawiera, co teraz twa sława
paczy, ta sława, która cię okrada.
Ach, tyś daleka była wszelkiej chwale.
Tyś niepozorna była; swą urodę
przyjęłaś lekko w siebie, jak chorągiew
zwija się w szary ranek w dniu roboczym,
i tylko pracy długiej tyś pragnęła, —
co nie jest dokonana: mimo wszystko.

Jeśliś jest jeszcze tu, jeśli w ciemności
tej jakie miejsce jest, kędy wrażliwie
zjawa twa współdrga płaskim falom dźwięku,
które rozbudza głos samotny nocą
w prądzie wysokiej komnaty: o, słuchaj:
pomóż mi. Widzisz, my się tak zsuwamy,