Strona:Stefan Napierski - Obrazy z podróży.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


V

Miasta: te stacje męki!.. Ballady strasznych domostw; cicho cyka tam czas, serwetki strzępione we frendzle: na wilgotnych pościelach przelewają się soki z ciał do ciał. W smrodzie śledzi rodziny lęgną się, jak pluskwy; ludzie z wargą zajęczą, ludzie z wolami, tyją, jak topielcy. Puste lustra zaludniają ciemności; staruszek kędzierzawy, jak szary pudel, w zapachu farby drukarskiej, w chłodnej woni mydła i w mdląco-ciepłej skóry juchtowej, wsparty na kiju, jak Pan Bóg, oddaje się liryzmowi picia herbaty. Obok wędliniarni, pośród różowych jęzorów mięsa, drzemie w wannie nieruchoma woda z zielono-gnuśnej żelatyny; z szumiącym gazem nad głową, w zimnym korytarzu, pod oślepłą twarzą zegarów, w odorze kalafjoru i ubóstwa, stłoczeni dziecinni egzaminowani: „Zgubiłeś sprzączkę, Alfredzie?” — „Ślizgawko, ślizgawko!” — „O, sekretarzu!”
W śpiewającej na rogu kawiarence siedzi zapuchnięty Balzac nad misą owoców; gorycz orzechów pali język; na lśniącym dymniku złamany kawałek światła: to zaręczyny księżyca. Furkocą mu przez źrenice jaskółki, jak listki białodrzewu fruwające. Zatopić oczy w perspektywach dalekich, dalekich drzew..


VIII

Inne grody: jak lśniące stalowe pługi w wilgotnych, przekopanych grudach; jak plamy zieleni na czarnoziemie; jak kałuża na glebie, lustro czarno-pomarszczone; miasteczka: siwe dymy nad kościołkami, parujące no-