Strona:Stefan Napierski-Ziemia, siostra daleka.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zwisając, ciążył ponad przemoc halucynacyj. Półspalone skrawki, to także ty, wierny jemu: nie zaprzedasz go nigdy, jak cienia, nie wyprzesz się, jak siebie, nie umrzesz. Na wielkie wody unoszonyś, topielcze mijającego; z twarzą płasko odwróconą od księżyca, zaczarowany przez przelotny śpiew. O, wiarołomny, wydrwiony przez powrotny wietrzyk, zelżony przez deszcze, zmywające szyby, przez dawny winograd, stukający w okno! Któż, jeśli nie on, ukaże, żeś istniał, dowiedzie, żeś był nietylko snem wydrążonych źrenic, inkrustowanych pustką, którym oderznięto powieki?


48