Strona:Stefan Napierski-Chmura na czole.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


OBRAZ

Podmuch od okna firanki porusza,
Jak bogowie po blankach przez sen stąpam w chmurze,
W ulice, niewidzialny, ponad skrajem dachu.
Z blachy źrenice płytkie, w palcach ścięte róże.
Przez wargi z sykiem ulatuje dusza.

Lot unosi nas znany stromo nad cysternę,
Do jedliny wydrwionej wplata ziemi ciernie,
Ponad gościńcem w bieli, siwiejącym głazem,
Kolebany — i patrzą jasne gwiazdozbiory;
Błogo zastygłe strugi dotykiem rozwiewa,
Ukłonem go witają przelęknione hory,
Wyją pręty i milczą, w blasku rosną drzewa.
Patrzcie pilnie, śmiertelni; już pnie się po murze:
Łeb sępi Ozyrysa i profil krogulczy,
Garść zaciśnięta, oczy uśpione zabójcy
— Stoję, spokojny, nad własnym obrazem.