Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i podniecony do ostatecznych granic; znajomych w dzień ten nie przyjmował, cały oddany przygotowaniom do wyjazdu nazajutrz, pochłonięty wyłączną myślą o ukochanej. Chociaż pociąg poranny z Będziszyna, miejsca jego stałego pobytu, odchodził dopiero o siódmej rano, był pan Kazimierz na stacji już o piątej i nerwowemi krokami przechadzał się tam i z powrotem po peronie. Trapiły go zawsze te same wątpliwości:
— A jeśli ona nie wsiądzie po drodze? A jeśli przyczepi się do niej jakaś natrętna znajoma z Rudawy i pojedzie z nią razem choćby do najbliższej stacji? To byłoby fatalne!...
Najbardziej jednak niepokoiła go ewentualna zmiana konduktorów.
— Licho nie śpi — myślał nieraz, spoglądając w przestrzeń — a nuż Stogryn zawiedzie?
I z trwogą w chwili nadejścia pociągu przesuwał spojrzenie po tłumie ludzi, szukając twarzy znajomego funkcjonarjusza uśmiechniętej na poły chytrze, na poły złośliwie. Lecz Stogryn, stary, szczwany wilk kolejowy nigdy nie zawiódł. Ujęty hojnemi napiwkami, ułat-