Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tak było dotychczas. Mimo to spróbuję wprawić się w trans, któremu nadam specjalny kierunek przez nawiązanie łączności ze senjorą. Proszę o jakiś przedmiot, który należy do Pani od dłuższego czasu.
Inez podała mu obrączkę. Włożył ją na mały palec swej lewej ręki i usiadłszy we fotelu obok sztalugi ze świeżo rozpiętem płótnem, zawiązał sobie oczy czarną przepaska.
— Teraz proszę o parę minut bezwzględnej ciszy — rzekł, pochylając się trochę ku przodowi.
Usiedliśmy z Inezą obok siebie na sofie i nie spuszczaliśmy zeń oczu. W atelier zapadło głuche milczenie. Słyszałem wyraźnie szmer miasta, przesiąkający do wnętrza przez otwarte okno i tykanie zegara na przeciwległej ścianie. Inez nerwowo ściskała mi rękę. Tak upłynęło 10 minut.
Nagle Bellotti chwycił za pędzel i paletę i zaczął malować. Na palcach podeszliśmy do sztalugi, by śledzić przebieg pracy. Postępowała w tempie nadzwyczaj szybkiem tak, że wkrótce można było zorjentować się w treści obrazu.
W poprzek płótna rozwinęła się stalowobłękitna szarfa wzburzonej rzeki. Na prawym