Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


di Quintavalle, nadszedł skądś wielki, mięsisty fałd wody i zakołysał silnie gondolą. Inez spojrzała zaniepokojona na Beppa.
— To piroscafo z Torcello w drodze do Ponte del Vin rozorał brzuchem lagunę i rzucił nam pod gondolę masę wypchniętej przez siebie wody — wyjaśnił przewodnik.
Wjechaliśmy w czeluść wodną pomiędzy wyspą św. Heleny a Ogrodami Publicznemi. Zdaleka zaczęły dochodzić dźwięki muzyki. Po wysypanym żwirem i piaskiem deptaku, który wąską wstęgą owijał się dookoła Punta della Motta, przechadzało się kilka par. Z oplotów krzewów na szkarpie ogrodowej całowanej bez przerwy przez falę laguny wychylał się silny w wyrazie, bronzowy biust Ryszarda Wagnera.
— Trzeba przyznać — zauważyłem —, że wybór miejsca nader szczęśliwy. Zdaje się, jakgdyby duch twórcy „Latającego Holendra“ wciąż odchodził z falą w zawrotne dale...
Wypłynęliśmy na szerokie wody Canale di S. Marco. Przed nami rozwinęła się wspaniała panorama portu. Niezliczona ilość gondol i uskrzydlonych żółtemi lub koloru ala terra