Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czego; jeżeli można mówić o duszy weneckiej laguny, to kryje się ona w tej czarnej, drzemiącej, przesyconej wyziewami miasta topieli.
— Patrz pan! — przerwała mi, wskazując na prawo. — Co za obraz! Jedyny motyw dla malarza!
Obok przepływała obciążona do półburty krypa pod trójkątnym żaglem latyńskim; wiozła do Wenecji na targ jarzyny z ogrodów wyspy Le Vignole i owoce z sadów jej sąsiadki, zielonej Torcello. Cytrynowo-żółte płótno żagla z wizerunkiem Św. Marka, patrona wydymało się łagodnie w podmuchach zachodniego wiatru nad kopczykami czerwono-ceglastych pomidorów, piramidami marchwi, buraków, rzepy i stożkami winogron, brzoskwiń, renglotów i oliwek.
— Barwy dobrane jak na palecie Claude Monet’a.
— Lub naszego Wyczółkowskiego.
W perspektywie wyłonił się biały kontur cmentarnego muru.
— Tu gdzieś w pobliżu — objaśniała mię donja Inez — uchodzi naczółek mostu pontowego, który dla wygody ludności każe rozpi-