Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Szczególnie po wyjściu z mrocznych czeluści kanałów — uzupełniłem jej uwagę.
I jak mogłem, zacząłem opędzać się drobnemi datkami przed gromadką brudnych, obdartych dzieci, które towarzyszyły nam z uporem już od pewnego czasu.
Un baiocco, bella signora, un baiocco ai poveri bambini! — skamlała w imieniu innych chuda, piegowata dziewczyna.
Donja Orpega wyjęła z torebki kilkanaście sztuk półlirowych, zawinęła w papier i śmiejąc się, podrzuciła w górę. Z brzękiem rozsypały się pieniądze po flizach uliczki.
— Teraz uciekajmy, dopóki zajęte zbieraniem.
Skwapliwie zboczyliśmy w sąsiedni zaułek. O parę kroków przed nami zalśniła brylantowemi blaskami laguna.
— Jesteśmy na miejscu. To Fondamenta Nuove w pełnej chwale lipcowego popołudnia.
Wyciągnięta w dal linja bulwaru roiła się od ludzi. Przy stolikach porozstawianych przed winiarniami i cukierniami popijano słodko-cierpką marsalę, turmalinowe chian-