Strona:Stefan Grabiński - Demon ruchu.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w twarz. — Był piękny w tej chwili. Natchnione spojrzenie zamyślonych oczu, oczu poety i mistyka skupiło w sobie tyle ognia, że nie mogłem znieść ich promiennej mocy i pochyliłem ze czcią głowę. Wtedy zadał mi końcowe pytanie:
— Czy wierzysz w życie po śmierci?
Podniosłem powoli głowę:
— Nic nie wiem. Ludzie mówią, że tyle jest dowodów za, co i przeciw. Radbym uwierzyć.
— Umarli żyją. — powiedział mocno Joszt. Nastało długie, wsłuchane w siebie milczenie. — Tymczasem słońce zakreśliwszy łuk nad zębatym żlebem, skryło tarczę poza jego zrębem.
— Już późno — zauważył Joszt — i cienie wychodzą z gór. Musisz dziś wcześniej spocząć; zmęczyłeś się jazdą.
I na tem zakończyliśmy pamiętną naszą rozmowę, Odtąd ani razu już nie mówiliśmy o rzeczach ostatecznych ani groźnym darze drugiego wzroku. Wystrzegałem się dyskusyi na ten niebezpieczny temat, gdyż widocznie sprawiała mu przykrość...
Aż razu pewnego on sam przypomniał mi swe ponure zdolności.
Było to dziesięć lat temu, w środku lata,