Strona:Stefan Grabiński - Demon ruchu.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tniska, końcowa stacya kraju, w której stróżował czujny jak żóraw kresowy Kazimierz Joszt, kolega po zawodzie i przyjaciel.
On sam lubiał porównywać siebie z Charonem, a stacyę powierzoną swej pieczy przemianował artystycznym trybem na Ultima Thule. Widziałem w tem dziwactwie nie tylko reminiscencye ze studyów klasycznych, gdyż racya obu nazw tkwiła głębiej, niżby się na pozór zdawało.
Okolica Szczytnisk była dziwnie piękna. Chociaż oddalona od mojego posterunku ledwo o trzy kwadranse drogi pociągiem osobowym, zdradzała zasadniczo odrębny i swój charakter, jakiego nie spotykało się nigdzie w tych stronach.
Malutki budynek stacyjny przytulony do potężnej, granitowej ściany, spadającej prostopadle w dół przypominał jaskółcze gniazdo, przypięte do wnęki skalnej. Wokoło spiętrzone na 2000 m. szczyty grążyły w półmroku przestrzeń, stacyę i magazyny. Posępny smutek zwiany z czół olbrzymów owijał nieuchwytnym całunem kolejową przystań. W górze kłębiły się wieczne mgły i staczały w dół turbanami mokrych oparów. Na poziomie 1000 m, mniejwięcej w połowie swej wysokości tworzyła ściana gzems w kształcie olbrzymiej platformy,