Strona:Stefan Grabiński - Demon ruchu.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w leciech pani radczyni Z. z miłem zdumieniem znalazła się u boku eleganckiego młodzieńca, odświeżonego cudownie o lat z górą 40, radcy apelacyjnego i małżonka.
W mieście na wiadomość o tem zrobił się kolosalny huczek; o niczem innem nie mówiono, jak tylko o zagadkowych metamorfozach. Po miesiącu nowa senzacya: zaczarowani panowie i panie powoli odzyskali pierwotny swój wygląd, wracając do uświęconej losem powierzchowności.
— Czy i tym razem odkażono wagon? — zapytała z zajęciem jakaś dama.
— Nie łaskawa pani — zaniechano tych środków ostrożności. Owszem dyrekcya otoczyła wóz szczególną pieczołowitością, gdyż okazało się, że kolej będzie mogła ciągnąć zeń kolosalne zyski. Zaczęto bić nawet specyalne bilety wstępu do cudownego wozu t. zw. bilety transformacyjne. Popyt naturalnie był ogromny. W pierwszej linii zgłaszać się zaczęły całe kolumny staruszek, brzydkich wdów i starych panien, domagając się natarczywie kart jazdy. Kandydatki dobrowolnie podbijały cenę, płaciły w trój- i czwórnasób, przekupywały urzędników, konduktorów nawet tragarzy. We wozie, przed wozem, i pod wozem rozgrywały się dramatyczne sceny,