Strona:Stefan Barszczewski - Czandu.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecrane utkwił w nich wzrok śmiały i spytał po francusku:
— Co znaczy ten gwałt, panowie?
Na dźwięk tych słów, Ela i Montluc podnieśli się także szybko z kanap, na których leżeli dotychczas bez ruchu, jeden zaś z Azjatów odparł spokojnie, również w języku francuskim:
— Jesteście zakładnikami.
— Z jakiego powodu? — zawołał inżynier zdumiony.
— Dowiecie się o tem wkrótce.
— O wykup wam chodzi? — nalegał Lecrane.
— Dowiecie się o tem wkrótce — powtórzył zimno Azjata.
— Bez względu na to, czego sie dowiemy — zawołał Lecrane, podniecony — nikczemna ta zbrodnia nie może ujść wam bezkarnie. Cała potęga sfederowanej Europy stanie w obronie naszej przeciwko wam, dzicy Azjaci!
Na te słowa oczy obu Mongołów błysnęły złowrogo, pohamowali się jednak i nie odpowiedzieli ani słowem.
Ela i Montluc przyglądali się tej scenie przerażeni. I ich umysły pracowały bezowocnie nad rozwiązaniem zagadki tej tajemniczej i zuchwałej napaści niemal w sercu Europy, na szlaku, który zdawał się tak bezpieczny. Gdy więc Lecrane zwrócił się do Azjatów z zapytaniem o jej znaczenie, czekali z zaciekawieniem odpowiedzi, w miarę jednak rozwijającego się dialogu ogar-