Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya pierwsza.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.



Do rozpoczęcia starań o nowy lokal zawsze inicyatywę dawał Dzierzyniecki. Nie było wypadku, żeby w jakimkolwiek apartamencie siedział pół roku. Już po upływie miesiąca od chwili wprowadzenia się do jakiegoś «kawalerskiego mieszkania ze wspólnym korytarzem, samowarem i usługą» dostrzegał pierwszą wadę kardynalną, wkrótce potem rzucała mu się w oczy druga, trzecia, — zaczynał systematycznie roztrząsać i przekładać je Łaskawiczowi, trapić go tak umiejętnie i dopóty, aż ten stawiał odrazu kwestyę «kantem» i wlókł się dla badania lokalów od bramy do bramy. Na Smolnej rzeczy poszły zupełnie innym trybem. Od daty wynajęcia salonu pani Mundartowej minęły trzy kwartały. Dzierzyniecki bardzo często rozpalał się do białości i pienił na dzwonek elektryczny, trzeszczący przeraźliwie tuż za ścianą, nad wezgłowiem jego pościeli, na monstrualne, jedyne w dziejach rozlutowanie samowara, na jakąś «twardą» wodę do mycia oblicza, na złe uprzątanie pokoju, na brzydotę koczkodanika z grzywką, nastawiającego samowar — i t. d., a Łaskawicz mimo wszystko ani myślał o «wekslowaniu penatów». Przez czas bardzo długi Dzierzyniecki głęboko się zastanawiał, jaka może być przyczyna tego