Przejdź do zawartości

Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — Nie inaczej, obywatelu-kapitanie.
 — Że na tej ścieżce może obok siebie postępować najwyżej dwóch ludzi?
 — Tak jest, obywatelu.
 — Że zanim w pięć batalionów zdołamy dotrzeć do jezior, już Austryacy, ukryci za skałami mogą wystrzelać połowę naszej kolumny, idącej dwójkami?
 — Tak myślę...
 — A czy przez szkła widziałeś ścieżkę, od jezior prowadzącą na Grimsel?
 — Dostrzegłem ją, obywatelu.
 — I dlatego mówisz nam, że miejsce jest niezdobyte?
 — Tak jest.
 Oficer skłonił się generałowi i rzekł do niego:
 — O te jedynie szczegóły rozpytać się pragnąłem.
 — Obywatele! — powiedział niedbale Gudin, zwracając się do wszystkich — wyruszamy dziś i to niezwłocznie dla zdobycia szturmem przejść: Grimsel, Furka, Gotthard....
 — I Monte Rosa... — szepnął kapitan Le Gras tak cicho i niewyraźnie, że te dwa słowa mogły bardzo dobrze uchodzić za kaszel.

 — Plan operacyi całej wydany został w kwaterze głównej. Podpisał go Massena. Uruchomiliśmy 27 termidora 30 tysięcy wojska. Bracia nasi walczą w tej chwili na śmierć i życie. Idą w górę Reussu, uderzają na przejście zum Stein, aby spaść do doliny Meyen, biją się w dolinie Rodanu, a my śmieliżbyśmy leżeć bezczynnie, tutaj w Gutannen? Zwyciężymy, czy zginiemy od kamieni, od kul, od bagnetów, ale pójdziemy