Przejdź do zawartości

Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — Kilkunastu żołnierzy paliło ogień przy jeziorach na dole, inni wspinali się ścieżką, a na samej górze przechadzało się kilku szyldwachów.
 — Czy was spostrzegli?
 — Tak, obywatelu generale... — szepnął sierżant nieśmiało.
 — Widziałeś schronisko Grimsel-Hospiz?
 — Nie, obywatelu...
 — Więc gdzież ty byłeś, u licha, jeżeliś nawet tam nie doszedł?
 — Schronisko musi być za wałem. Ten wał jest jakby groblą jezior, które tam leżą i któreśmy zdaleka widzieli.
 Generał zamilkł i usiłował odnaleźć te same punkta na mapie, rozłożonej obok jego łóżka. Oficerowie, skupieni przy jednem z okien, rozsunęli perkalowe firanki, ale niewiele światła weszło do izby, gdyż brzask jeszcze nie tknął cieniów, schowanych w podwórzach i zaułkach między domostwami.
 Ktoś skrzesał ognia i zatlił małą świeczkę łojową.
 — Dziękuję... — rzekł Gudin półgębkiem, nie podnosząc głowy. Po chwili bystro wejrzał na sierżanta i głośno, z szyderstwem zawołał:
 — Czy to prawda, co opowiadają naoczni świadkowie i znawcy, że te pozycye są nie do zdobycia? Czy prawdą jest, co powiadają, że nasze francuskie męstwo nic tu nie poradzi, że nasz francuski geniusz w kpa się tu zamieni, że białe Austryaki zarzucą nas z tych gór swemi pochyłemi bermycami, — powiedz, Râteau...

 — To jest miejsce nie do zdobycia — rzekł sierżant posępnie.