Strona:Stanisław Przybyszewski - Z gleby kujawskiej.djvu/100

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.



    Widziałem słońce, ciemną purpurą oblane, a obłoki wokół, jak gdyby niebo zakrwawić się miało.
    Pracownia moja stała mi się piekłem; niespokojny obiegałem ją dookoła i cierpiałem, cierpiałem, jak tylko ten cierpieć może, który całem swem jestestwem, całą swą sztuką tkwi w tej jednej kobiecie, co go kochać przestała.
    Dawno już to wiedziałem; nie potrzebowałem żadnych dowodów. Czułem jej zdradę w sobie, poza sobą; widziałem ją w jej oczach, w każdym ruchu, wiedziałem, zaczem naocznie się o tem przekonać mogłem.
    Wiedziałem już wtedy, kiedy zaledwie pierwsza myśl o nim w jej duszy kiełkować poczęła. Śledziłem tę myśl, jak się rozwijała, jak rosła z minuty na minutę; widziałem, kiedy poraz pierwszy spojrzeli sobie pożądliwie w oczy, jak ją ogarniał wzrokiem węża, co królika magnetyzuje, jak ją szarpie za sobą, tak, iż iść musiała.
    I wiecznie miałem przed oczyma ciemne, purpurowe słońce i to zakrwawiające się niebo, tak jak je już kiedyś widziałem, gdym był jeszcze dzieckiem.
    Od samego początku odżyło we mnie dawne, wyblakłe, zatarte już wspomnienie, opanowało mój mózg, gwałciło moje myśli i pchało przemocą wolę moją ku zbrodni.