Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/344

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przy pocałunku wywiodę czółno
Z rozległego horyzontu czapli.
W czas spełnienia — podwodny tumult
Przetaczanego dzwonu.
Matka uczyła nas tych dźwięków miłosnych
Przez długie wieczory zaplatania warkoczy.


V

Jest nieśmietrelny. Po to ma pancerz
Ze skóry lisa. Idąc suchą nogą po wodzie,
Z lnianą płachtą uwiązaną u nagich bioder
Rozrzuca garście iskier.

VI

Adonai. Płetwonurek zatopionych miast
Piekła.
Baranek w skrwawionym runie. Rękawica
Żelazna starożytnej zbroi. Dyscyplina
Zawieszona nad progiem Konwiktu. Mróz
Niespodziewany na twarze kadetów,
Wybiegających z sieni Arsenału.
Jakże łagodnym kołowrotkiem
Wyprzędę z niego białą nić płodności.