Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/298

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przechowuje doskonale dyskretna
Bila —

...Delikatna w swej żółtości jak zęby umarłego, chłodna
Nieco odstręczającym ziąbem hotelowego prześcieradła, a jednak
Budząca sympatię swym twardym pancerzem, wysokośpiewnym dźwiękiem
Przy zwarciu, kokieteryjnym kolebaniem biodrami
Przed zejściem w głąb czeluści.
Jest bilardowa kula świadkiem najbieglejszym
Sukiennej zieleni —

...Ale i ten lekko zmaltretowany żakiecik kelnera, zawsze
Z wysadzoną na wierzch grzybnią nici zamiast środkowego guzika; i ten
Sinoseledynowy słój po ogórkach, głęboko karbowany u kołnierza; ale
I fajka z oślinionym ustnikiem (ledwo co się wysmyknęła
Z mięsistych warg clocharda, przychodzącego tutaj na nocleg, pomimo
Huku wody spuszczonej w klozecie); ale i ten
Nekrolog rozlepiony dzisiaj na wszystkich białych murach Arles: ale i
Degas w miękkim berecie i jedwabnej kamizelce na okrągłym brzuszku:
„Arlezjanki proszę zostawić dla mnie”, ale i tyle rzeczy
Ta zieleń sukna —

...Myślał to wszystko uciążliwe, ukryty czujnie
Za plecami Gauguina, wygiętymi w pałąk urzędniczego garbu; patrzył,
Jak on łatwo kładzie
Te swoje ugry i sieny palone, nie pędzlem,
Lecz szpachlą.
Boże miłosierny —