Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dwunasty listopad


Teraz ją trzeba rozbierać z rozwagą;
Znać, gdzie się kryją czułe klęski ciała,
Tak by wpółskryta, przecież naga stała,
Nie obnażona, aby była nagą.

Źródłem pożądań będzie nagość czoła,
Źródłem bezwstydu powiek obnażenie;
A źródłem światła zestrzelone cienie
W jej kruchych dłoniach jak w sennych wądołach.


Widziałeś pożar? — Dziś spoglądasz w płomień
Lampy wysokiej. W gwiazdę ponad sosną.
Wzywałeś gwiazdę — ? Dzisiaj masz radosną
Lampę krążącą w okna nieboskłonie.

Ty byłeś inny — ? Inna jest też klęska,
Mniej może wielka, może bardziej wzniosła.
Ponad wodami cicha mgła narosła,
Duch ponad mgłami, litość jest zwycięska...


Litość? Bądź czujny. Bądź ostrożny z ową,
Która już czeka za progiem twej twarzy: