Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kanon


Oddechem poezji jest śnieg albo sadza
Kiedy śnieg jest oddechem — krzewy stoją czarne
A jeśli sadza — to oprósza dłonie
Zakochanych lub katów
Zarówno pobladłe

Głową poezji — krzak płonący w nocy
Przy nim jednorożce łby mają wysmukłe
Kruki — dzioby okute w pochewki ze złota
W kolanach dziewcząt
Rysują się słoje

Ojcem poezji — jej bogiem — jej drwalem
Ten chory człowiek z drżącym kręgosłupem
Z twarzą tak sztywną jakby bicz ją przeciął
Lub cień
Mknącego na obłokach diabła