Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Więc ile trzeba było nienawiści
Chronienia ziemią pokostniałych ciałek
Wstydzenia ziemią pohańbionych ud?

W krainie pleśni nadzieja jest sztywna
Jak płomień ale
Jak płomień z tektury
Dobrze wycięty
Nieźle pozłacany
Przed którym staniesz
Lecz
Bez
Błaz
Nowania


V

Odchodzę
Gasną
Odchodzą
Przestaję
Daleko gwiżdżą na glinianych trąbkach
Czasem się sandał dziewczynie otworzy
I zbiega Nike
I wiąże jej sandał

Przystaję
Idą
Ciasnym zaułkiem