Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


moje słowa, które znowu — — tak, to jakoś wzrastało i myśmy ulegali, to była zabawa która bawiła wreszcie nie nas lecz bawiła się nami, — zresztą czy to naprawdę była tylko zabawa? — nawet ta nad którą wreszcie nie panowaliśmy?
zaraz; głos Anda za moment podniesie się i znowu pomyślę — jak zresztą nieraz myślałem i dawniej — „świetny aktor”,
aha, „myśmy ulegali” „to była zabawa która” — czy to — ten za wszelką cenę spokój, silenie się na olimpijski dystans, na ocenianie — czego? i czym? — ten znowu krypto-obłęd, i jeszcze to, właśnie te słowa o obłędzie, czy nie jest uleganiem, — wciornaści, ratuj Świdryga, he he,
ratuję: głos Anda za moment podniesie się i znowu pomyślę: „świetny aktor”)
— obojętne już czy piękne czy ohydne ale niech będzie, niech wreszcie wiem że jest. Nie, ty się tu nie zgadzasz ze mną; a więc jeżeli naprawdę wierzysz, to fakt że siedzisz spokojnie gdy ta kelnerka jest blisko — (właśnie: ona przechodziła) — ten fakt że siedzisz jest straszliwą zdradą tego rozżarzonego opętania które wtedy po tamtym opowiadaniu nagle wchłonęło twoją przeszłość cały jak powiedziałem twój czas twoją krew, które całym tobą wznosiło tę fantastyczną budowlę —
(naprawdę wierzyłem jego słowom. A siedziałem spokojnie. A kelnerka przechodziła.)
jest więc ten fakt zdradą całego twojego życia, jest zwyczajnym morderstwem, zbrodnią. — Aha, żyjesz; a czy cię to nie zdumiewa, że jednak jeszcze żyjesz?
— Zdumiewa — powiedziałem;
tak, to wreszcie było przekonywające i on nawet nie musiał mówić tak dużo i tak bardzo logicznie, zresztą nie mówił tego tak jak tu powtarzam w jakimś nieprzerwanym monologu, ale treść — choć były momenty w których prawie spałem, jednocześnie myślałem jeszcze o podziemnym mieście — treść tych jego trochę rwanych zdań pamiętam dobrze i nawet pewne tu całe zdania wiem że są jego, a jakieś jego myśli rzeczywiście rozwijały się we mnie, bo to jego rozumowanie nie było ode mnie tak znów dalekie, więc te my-