Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


poetą — odpowiedział tamten. — To powiedz jakiś swój Wiersz,
„powiedz jeszcze jakiś” domagał się And gdy tamten skończył recytację (wiersz był krótki i jak mi się wydało całkiem dobry); nie, on nie chciał mówić nic nowego, powtarzał nam jeszcze parę razy ten sam; „bo chciałbym, abyście to, panowie, zrozumieli”; powtarzał też jakieś fragmenty tego wiersza, „rozumiecie panowie?” pytał, — i nagle na środku pokoju stanął na rękach,
(wydaje mi się, — teraz, bo wtedy — we wszystkim tamtym — nic już chyba nie mogło mnie dziwić nie widziałbym nic niezwykłego gdyby nie tylko stanął nagle ale nawet przyszedł tam na rękach, lecz teraz myślę że powiedział że musiał coś powiedzieć zanim zdjął marynarkę i odszedł na środek pokoju — więc wydaje mi się że powiedział „nie myślcie, panowie, że ja jestem słaby, ktoś patrząc na mnie mógłby mnie wziąć za słabeusza; ja mam siłę atlety”)
ze środka pokoju doszedł do drzwi, zawrócił, popatrzyłem na Anda miał zdaje się przymknięte oczy, tamten już znowu był na środku, And nagle porwał ze stołu swoją teczkę i karty, drzwi otwierały się cicho, wybiegliśmy, ja jeszcze się odwróciłem — tamten szedł na tych rękach zbliżał się do przeciwległej ściany,
schody przebyliśmy biegiem (czy And już tam na schodach zaczął chichotać?, nie, chyba gdy już byliśmy na dole czy na ulicy; nie śmiech ale chichot — przypominam sobie teraz że ten chichot znałem już wcześniej, nie zdarzał mu się często ale znałem, nie pamiętam tylko dokładnie sytuacji w których się pojawiał, żadnej prócz tej — to było urywane, krótkie jakby zacinające się wybuchy, głowa przechylona przy tym trochę w tył, chichot który od strony powiedziałbym fonicznej podobny był raczej do łkania — nie skierowany do mnie, And na mnie nie patrzył i zresztą jak zawsze w podobnych wypadkach wyprzedził mnie trochę w tym biegu), po przebyciu schodów i opuszczeniu hotelu nie biegliśmy, szliśmy tylko dość szybko, na razie, bo za chwilę znowu zaczęliśmy biec:
to musiało być już blisko dworca kolejowego (ale wtedy nie przypuszczałem tego, a And — który w tym mieś-