Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bie na dłoniach stygmaty i chciałem wyjść na trybunę pokazać je Zebranym, ale zatrzymano mnie i musiałem tam siedzieć spokojnie i zdaje się już pod koniec tych przemówień grałem z Andem w pokera (siedzieliśmy z tyłu w rogu sali więc to nie było jakieś popisywanie się wobec Zebranych) i on wygrał ode mnie parę złotych.
Po obiedzie robiliśmy w naszym pokoju hotelowym próbę śpiewu, „W krzyżu cierpienie” na dwa głosy, potem gdy uznaliśmy że śpiewamy już dobrze graliśmy w pokera, bo na pewno i on nie miał żadnej ochoty na grę w pokera,
graliśmy do wieczora a potem poszliśmy do teatru, gdzie Początkujący mieli czytać swoje teksty, i byliśmy już chyba zupełnie trzeźwi a w teatrze Początkujący — większość ich o ile nie wszyscy — byli pijani, pijani byli nawet tacy o których nie można by powiedzieć że przedtem znali smak wódki, więc And powiedział że nie powinniśmy się wyłamywać nie warto tutaj popisywać się indywidualnością i poszliśmy się napić,
a później leżeliśmy na schodach teatru czy tylko jeden nie wiem kto a drugi siedział i ludzie już zaczynali wychodzić przyglądali się nam — może myśleli że to też jest jeden z numerów programu bo to przecież nie było dla nich bardziej niezrozumiałe niż te teksty których wysłuchali i ta cała impreza — przyglądali się nam a w dodatku zaczynało nam być na tych schodach zimno i poszliśmy za innymi Początkującymi na kolację,
tam zaraz zobaczyliśmy tę Muzę tę Piękność Zjazdu Początkujących siedziała w towarzystwie paru Młodych Zapowiadających Się, i znowu mówiliśmy do niej chcieliśmy ją wziąć do naszego stolika — a więc rzeczywiście musieliśmy być już za bardzo pijalni — And chwycił ją za rękę i może pociągnął albo ona wyrywając rękę wywróciła szklankę z kawą i jeden z Siedzących Z Nią poderwał się i powiedział że któryś z nas chce chyba dostać w mordę i And — przed którym stał teraz tamten Początkujący Poderwany — odwrócił się do mnie uśmiechnął się zaśmiał się nawet głośno, tamten Towarzyszący usiadł, trochę się jeszcze rzucał, my jeszcze tam chwilę staliśmy, zaczęła grać orkiestra,

poza stolikami był parkiet dopiero wtedy to zoba-