Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i przejmującym mnie strachem ale życiu, jak jeszcze o pierwszym gotując się uskoczyć przed bombą, czepiałem się żebraczo życia kuliłem w nadziei, nic z poddania się świetnemu rozszerzeniu i napełnieniu zmącone było tym liczeniem, i nawet jeszcze radością gdy płonął i spadał samolot (niestety nie spadł nie płonął te drgające płomyki u skrzydeł były może błyskami z luf jego działek — to „niestety” wzięło mi się tu chyba z marzeń kiedyś i rozmyślań o czymś co mogłoby wszystko z powietrza prócz ptaków i podobnych stworzeń strącić raz na zawsze rozstrzaskać, wiodło mnie też i tak)
dopiero tam w lesie ta wielka czystość, dojrzewałem do tego przez tych parę lat rosła we mnie gotowość odsłaniając mnie już z liczeń i nadziei to więc nastawienie na niezmącony pełny odbiór, — po paru sekundach zaczęły mnie dochodzić najpierw myśli (że tamten trzask i stuk mógł mi się przywidzieć), a potem zdolność poruszania się i podszedłem do bomby (albo że odłamała się i spadła jakaś spróchniała gałąź a ta bomba tkwiła tu może od czasu tamtej walki samolotów), wbita trochę w ziemię sięgała mi powyżej pasa, rozejrzałem się — zwyczajne drzewa liście igliwie i nic już słońca tak zapalone we mnie nad lądami a nawet wodami jakich nie przeczuwałem zgasły, żarzyły się jeszcze, i próbowałem potem chodziłem do tej bomby i czasem dojrzałemu w tamten sposób i może jeszcze dojrzewającemu i na każdą porę każde miejsce udawało mi się tam w pewnym stopniu powtórzyć w sobie
to osłupienie ze słońcami i tak dalej, było piękniejsze od najbardziej nawet idiotycznych marzeń dzieciństwa, było tak nieprawdopodobne —
iż pomyślałem że nigdy, kiedy któregoś dnia podchodząc tam nie zobaczyłem bomby, i że nigdy nie było nawet tej bomby wrytej o trzy kroki przede mną,
była, teraz leżała przewrócona, udało mi się ją ustawić z powrotem pionowo, za parę dni przewróconą znów podnosiłem, parę miesięcy, i jeszcze, znaczna część mojej młodości — aha że się młodość rozumie kolorowo i porywy „opowiedz mi o swoich młodzień-