Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pierwsze i chyba najmocniejsze to jest człowiek którego najmocniej odczuwam i tu może jest centrum równoczesne moich pragnień, nareszcie to widzę (myślę też przy tym o jeszcze jednym z Twoich zapytań i wytłumaczę), u podłoża lub dna jest u niego wola władzy, kompleks władzy czynnej, jeżeli niszczenie to za cenę nowego porządku i tu żadne skrupuły, dzisiejszy Napoleon, Hitler, a u mnie judzenie tego, tych pragnień, teorii, kiedyś moja z nim rozmowa spokojna w autobusie mój boże o selekcji ludzi naturalnej i narzuconej według porządku ludzkiego to i ja też poszłabym pod mur, napisałam Ci że centrum dla mnie jest on ten człowiek dzień po dniu wywlekający moją przeszłość zbierający informacje wywlekający rzekomych i rzeczywistych kochanków, oskarżyciel Ciebie, człowiek którego zmusiłam żeby malował, chociaż nigdy, nie, nie zmusiłam, to stwierdzenie to raczej nabyty u mnie śmieszny pozór dyktatorstwa, myślę czasami wydaje mi się że czekam na klęskę tego człowieka, który odsunął ode mnie wszelkie hienowatości otoczenia to znaczy nie widuję nikogo z nazwa pisma i również jakby klubu młodych twórców i indywiduów a nie zdaje sobie sprawy że wyobraźnia jest jeszcze nad rzeczywistością, więc nie wiem może tu widoczny jest ten (o który pytałeś, że raz pisałam a Tobie niejasny) mój sadyzm, takie trzymanie kogoś blisko i judzenie, jak gra sportowa, choć z wielką tkliwością dla natury za uosobienie. I nieoszczędzanie nigdy siebie w tej grze, u niego jest start niszczenia u mnie finał może, przy tym wszystkim potrafię czekać niepokoić się oglądać meble i nawet macierzyństwo przewidujemy, wyniszczyć najpierw chorobę moją fizyczną i on niech ukończy swoją ekonomię polityczną, nie ma wśród nas poddaństwa żadnego ni zdrad cielesnych ni łgarstw choć u mnie miłość kłamstwa wielka była. A małżeństwo, sygnały tamte do Ciebie, było inaczej zupełnie, tamten wtedy jedyny człowiek dowiódł odczuwania moich obrazów i wierszy a później komedia „demonizowanie” wszystkich pijaństw zaręczyn i poza mną załatwianie świadków ślubnych znane w środowisku twórczym nazwiska itd. itp. że rozśmieszyła mnie ta dekoracja i mitomania — choroba.
Drugie, to często mówię do dziewczyny albo nawet jej słucham chorej (mówi się zboczonej) od czasów klasztornych