Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


łamliwe i choć na linie rozskrzydla ręce na równowagę powtarzam jej że droga jest jej bo wierność oraz natur podobieństwo nie istnieje.
Mam taką prośbę byś wiersze ostatnie które Ci posłałam (bo trochę znam ale nie mam) oczywiście o ile możesz przysłał mi.
Staram się wyraźnie ale coraz mi ślepiej i nie wiem czy równo zlewa się wszystko co napisałam. Za dwa tygodnie będę chyba w K —, z mamą u prof. nazwisko lekarza w domu teraz jestem.

W—, 2 XII 60.

Nie wiem czy się co stało czy tylko znów nie mogłeś mi odpisać (to „znów” jest po prostu a nie bierz za wyrzut, rozumiem przecież że czasem trudno jest zabrać się do napisania choćby kilku słów) czy może adresowałeś na szpital, ja już tam nie jestem, pisałam Ci że będę w K —, byłam, że się spotkamy myślałam, a może gdzie wyjeżdżałeś, nie wiem nic, napisz mi cokolwiek, jestem teraz w domu.

W—, 10 XII 60.

Nie jest to proste ale spróbuję i wydaje mi się że we szystkich tych elementach pragnień widzę tylko dwa zespoły dwa zgrupowania ich (bo myślę że wyobrażanie szczęścia leży przecież wyłącznie w sferze pragnień, i tych spontanicznych i tych drążących). Jedno jest bardzo trudne do sprecyzowania (ta numeracja oczywiście nie do Twoich punktów — 1 pragnienia obecne, 2 wyobrażenia szczęścia dawniej — do Twoich to na razie chyba bardziej do 1), chodzi mi o to nieuchwytne i na pewno inaczej u Ciebie wyobrażane — spokój, może najbliżej będzie nawrót jakiś do pierwotności co wolę mówić zamierzchłe, wiesz chodzi mi nawet o tę brutalność lapidarną bez inklinacji i wahań i lawirowania a jeżeli inklinacje to miary od Chaldejczyków jeszcze, że gdy pytają mnie „a czym ty w końcu będziesz?” bez zabawy odpowiadam „farmerem”, wiesz sprawa ziemi no gleby i człowieka doszczętne przewijanie się z ziemią i sprawa jeszcze przywileju i krzywdy wy-