Przejdź do zawartości

Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Ryta.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

płaczem, błagając ojca, aby nareszcie wyświetlił straszne nieporozumienie. Prosiłam by zarządził natychmiastowe poszukiwania Mary, choćby przez policję i osadził ją w domu zdrowia, gdyż jeśli postępuje w taki sposób, musi być nienormalna. Ojciec wraz z panią Verą zaczęli mnie uspakajać. Twierdzili, że przedsięwzięto wszelkie środki, aby moją nieszczęsną siostrę odnaleźć i lada chwila wszystko skończyć się musi. Wówczas chciałam, aby panu wyjaśniono tajemnicę. Lecz i temu sprzeciwił się ojciec. Mniemał, że bądź co bądź jest pan człowiekiem obcym, może pan nie zachować tajemnicy, wybuchnie skandal, i cała nasza rodzina zostanie skompromitowana. Ja przez miłość dla niego mam poświęcić się i milczeć...
— Stała się pani — zawołał żywo — ofiarą źle pojętego rodzinnego honoru!
— Musiałam się zastosować do woli ojca — odparła — ale było mi to nad wyraz przykre. Szczególniej ze względu na pana. Dlatego pragnęłam z nim się spotkać, aby pan doszedł do przekonania w czasie rozmowy, że nie jestem tą samą osobą i że się omylił. Wtedy więc, w Alejach, zaczepiłam pana pierwsza, ale mimo wszelkich wysiłków, nadal pan mi nie ufał... zdaje się, udając tylko, iż wierzy w moje słowa, przez grzeczność.
Głos panny się załamał. W pokoju na chwilę zaległa cisza.

Teraz Otockiemu cały przebieg wypadków zarysował się jasno. Tę Rytę, którą widzi obecnie, poznał po raz pierwszy na zebraniu u Very,

201